red. Michał Łuczak

Mam przyjemność pełnić funkcję redaktora naczelnego Scientis.pl. Z wykształcenia jestem literaturoznawcą. Ukończyłem również studia menedżerskie Master of Business Administration (MBA) w Akademii Nauk Społecznych i Medycznych w Lublinie. Od wielu lat działam jako researcher i popularyzator nauki, skupiając się przede wszystkim na badaniach z zakresu medycyny, ekonomii i socjologii.

 redakcja@scientis.pl  https://scientis.pl

Amerykańska potęga nie znika „z dnia na dzień” – i nie rozpuszcza się w publicystycznych metaforach. Ona zmienia swój profil: mniej przypomina jednobiegunową dominację lat 90., bardziej zaś przypomina zarządzanie przewagą w świecie wielobiegunowym. W takiej architekturze strategicznej każdy błąd kosztuje więcej, a każdy sygnał słabości jest natychmiast testowany – ekonomicznie, technologicznie, informacyjnie i militarnie.

W styczniu 2026 roku widzimy jednocześnie dwie pozornie sprzeczne rzeczy. Z jednej strony Biały Dom wciąż wykonuje ruchy, które mają przypominać światu, że USA potrafią działać szybko i bezpośrednio – przykładem są doniesienia o działaniach Waszyngtonu wokół Wenezueli i wenezuelskich aktywów naftowych (wątek wyjątkowo kontrowersyjny i politycznie zapalny). Z drugiej strony rośnie wrażenie, że prezydent Trump prowadzi politykę „nacisku” w świecie, w którym nacisk już nie wystarcza, bo przeciwnik – Xi Jinping – dysponuje znacznie szerszym instrumentarium niż dekadę temu.

To właśnie jest sedno „oddechu Xi na plecach” Trumpa: nie chodzi o jedną konferencję, jedno spotkanie czy jedną wojnę celną. Chodzi o to, że Chiny stały się graczem zdolnym do równoległej gry: gospodarka + technologia + surowce krytyczne + dyplomacja + zdolności wojskowe. A USA – mimo ogromnych zasobów – muszą tę wielowektorową presję absorbować, jednocześnie pilnując spójności wewnętrznej i wiarygodności sojuszniczej.

To nie „upadek USA”, tylko twarda arytmetyka potęgi

W debacie publicznej słowo „słabną” jest nadużywane, bo sugeruje jednokierunkowy proces. Tymczasem w naukach o stosunkach międzynarodowych mówi się raczej o relatywnym przesunięciu siły: państwo może być silne absolutnie (bogate, innowacyjne, militarne), a jednocześnie tracić przewagę względną, bo konkurent rośnie szybciej lub skuteczniej wykorzystuje przewagi niszowe.

Spójrzmy na bazowe wskaźniki makroekonomiczne (nominalny PKB według IMF). USA pozostają największą gospodarką świata, ale skala Chin jest już na tyle duża, że różnica przestaje być „cywilizacyjna”, a zaczyna być strategicznie negocjowalna.

Wskaźnik (IMF WEO, październik 2025)USAChiny
PKB nominalny (mld USD)30,5 tys.19,2 tys.
Prognozy wzrostu globalnego (2026) – kontekst3,1% świat—

Źródło danych: IMF WEO DataMapper / WEO Oct 2025.

To zestawienie pokazuje coś ważnego: USA nie „znikają”. Ale ich przeciwnik jest już zbyt duży, by można go było traktować jak peryferyjny problem handlowy. To jest rywal systemowy.

„Pułapka Tukidydesa” jako rama analityczna – i jej ograniczenia

Rywalizacja USA–Chiny bywa opisywana przez pryzmat „Pułapki Tukidydesa”: historycznej tendencji do konfliktu, gdy mocarstwo wschodzące zagraża dotychczasowemu hegemonowi. Harvardowski projekt Belfer Center zebrał przypadki historyczne i policzył, że 12 z 16 takich rywalizacji kończyło się wojną.

To mocny argument, bo uderza w nasze złudzenie, że „racjonalność zawsze wygra”. Ale jednocześnie jest to rama, która może wprowadzać w błąd, jeśli używa się jej jak wyroczni. W nauce liczą się warunki brzegowe: broń nuklearna, głębokie powiązania gospodarcze, ryzyko eskalacji przypadkowej, rola technologii i wojna informacyjna. Innymi słowy – historia nie jest kalką, tylko katalogiem mechanizmów.

W praktyce politycznej „Pułapka Tukidydesa” działa jak lustro: każdy gest Trumpa i każdy ruch Xi bywa interpretowany jako krok ku konfrontacji. A to zwiększa koszty błędów komunikacyjnych.

Siła twarda: zbrojenia wróciły do centrum gry

Niezależnie od narracji, świat wchodzi w okres, w którym rosną wydatki wojskowe i rośnie tolerancja na ryzyko. SIPRI wskazuje, że USA i Chiny jako dwa największe państwa wydające na wojsko odpowiadały łącznie za niemal połowę światowych wydatków wojskowych (dane dla 2024).

To ma trzy konsekwencje:

  • wzrost presji na sojuszników (większe oczekiwania finansowe i operacyjne),
  • przyspieszenie wyścigu technologicznego (AI, systemy bezzałogowe, cyber, rozpoznanie satelitarne),
  • większe ryzyko „incydentu”, który uruchomi kaskadę eskalacji – nawet jeśli żadna ze stron formalnie nie chce wojny.

W takim środowisku „oddech Xi” jest oddechem gracza, który potrafi podnosić stawkę bez jednego, spektakularnego ruchu – i testować granice cierpliwości USA w wielu teatrach naraz.

Soft power i „smart power”: największa przewaga USA

Tu wchodzimy w obszar, w którym nauka bywa bezlitosna dla politycznego instynktu siły. Joseph S. Nye – twórca pojęcia soft power – definiował je precyzyjnie, bez romantyzmu:

„Soft power is the ability to affect others to obtain the outcomes one wants through attraction rather than coercion or payment.”

To zdanie jest kluczowe, bo mówi: atrakcyjność nie zastępuje przymusu, ale zmniejsza koszt osiągania celów. A w rywalizacji z Chinami właśnie koszt jest walutą strategiczną.

Jeżeli Trump buduje narrację dominacji i unilateralizmu, może wygrywać krótkie rundy (np. w negocjacjach handlowych), ale równolegle ryzykuje erozję tego, co w długim okresie jest dla USA bezcenne:

  • wiarygodności instytucji i praworządności jako „modelu”,
  • atrakcyjności dla talentów (migracja wysoko wykwalifikowana),
  • zdolności do tworzenia koalicji technologicznych i standardów,
  • przewagi w „architekturze zaufania” (finanse, systemy płatnicze, reguły handlu).

W skrócie: można mieć największą armię świata, a jednocześnie przegrać wojnę o standardy, dane i łańcuchy dostaw.

Technologia i surowce krytyczne: pole, na którym Xi gra najczyściej

W 2025 i 2026 roku spór USA–Chiny coraz mniej przypomina klasyczną wojnę celną, a coraz bardziej przypomina wojnę o gardła przepływu: półprzewodniki, lit, metale ziem rzadkich, komponenty do baterii, infrastruktura energetyczna oraz narzędzia do produkcji chipów.

To jest obszar, w którym Trump – jako lider polityczny – ma ograniczone pole manewru, bo problem nie rozwiązuje się tweetą ani taryfą. Rozwiązuje się go:

  • inwestycjami w produkcję i badania,
  • dywersyfikacją importu i „friend-shoringiem”,
  • standardami i kontrolą eksportu,
  • długą, cierpliwą dyplomacją gospodarczą.

W tym kontekście analizy wskazujące na kruchy charakter porozumień Trump–Xi są logiczne: nawet jeśli pojawia się „rozejm”, jest on raczej pauzą taktyczną niż zmianą trendu.

Gdzie Trump „czuje Xi” najbardziej: trzy strefy nacisku

Handel i łańcuchy dostaw
Każdy spór o cła, ograniczenia eksportowe czy minerały krytyczne jest testem: czy USA potrafią budować koalicje i alternatywy, czy tylko eskalują koszty.

Wiarygodność sojusznicza
Dla Pekinu kluczowe jest rozmontowanie spójności Zachodu bez wojny – poprzez selektywne korzyści gospodarcze, presję na firmy i rozgrywanie interesów narodowych.

Percepcja „prawa do działania” USA
Doniesienia o działaniach USA wokół Wenezueli, w tym o twardej polityce wobec wenezuelskich aktywów, wzmacniają obraz Waszyngtonu jako państwa gotowego do działań jednostronnych. To może mobilizować część partnerów, ale równie dobrze może dostarczać Chinom argumentów o „podwójnych standardach”.

Czy USA słabną? Właściwsze pytanie brzmi: czy potrafią utrzymać przewagę kosztową

W strategii wielkich mocarstw nie chodzi o to, kto jest „silniejszy” w abstrakcji. Chodzi o to, kto osiąga cele niższym kosztem i kto potrafi narzucić innym reguły gry.

Tu Stany Zjednoczone wciąż mają atuty strukturalne:

  • dominację w finansach i walucie rezerwowej,
  • ekosystem innowacji i uczelni,
  • przewagę w wielu technologiach przełomowych,
  • sieć sojuszy, której Chiny nie mają w porównywalnej skali.

Ale przewaga strukturalna może zostać źle skapitalizowana przez politykę, która traktuje świat jak ring, a nie jak system naczyń połączonych. W 2026 roku „oddech Xi” czuć właśnie dlatego, że Chiny nauczyły się cierpliwości strategicznej: nie muszą wygrywać każdej rundy, wystarczy, że konsekwentnie zwiększają koszt reakcji USA.

Wnioski praktyczne: czego szukać w 2026 roku

Jeśli chcesz ocenić, czy USA rzeczywiście słabną, nie śledź wyłącznie sondaży i nagłówków. Patrz na wskaźniki i decyzje:

  • Czy USA zwiększają realną zdolność produkcji technologii krytycznych, czy tylko wprowadzają zakazy?
  • Czy rośnie spójność koalicji (UE, Japonia, Korea, Australia), czy każdy zaczyna grać na siebie?
  • Czy polityka wewnętrzna USA sprzyja stabilności instytucjonalnej, czy zwiększa ryzyko nieprzewidywalnych zwrotów?
  • Czy Chiny zwiększają atrakcyjność (soft power), czy idą w twardą presję? (To nie jest przesądzone – Pekin ma tu własne słabości).

W tym sensie tytułowa teza jest trafna, ale wymaga doprecyzowania: USA nie tyle słabną „w próżni”, ile tracą komfort przewagi. A Trump – niezależnie od stylu – działa w świecie, w którym Xi potrafi odpowiadać metodycznie, wielowektorowo i długofalowo.

Przeczytaj także: